O nas
Pole po mamie
Nie planowaliśmy hektara. Mama posadziła lawendę, bo lubiła, jak pachnie wieczorem przy domu. Reszta wydarzyła się sama.
Jak to się zaczęło
Pierwsze krzaki wylądowały przy płocie. Przyjęły się lepiej, niż ktokolwiek się spodziewał — lawenda lubi to, czego u nas w bród: słońce, przewiewne stanowisko i ziemię, która nie trzyma wody. Po kilku latach zajmowała już cały kawałek pola, na którym wcześniej nic sensownego nie chciało rosnąć.
Dziś to hektar, kilkanaście tysięcy krzaków w równych rzędach. Prowadzę je dalej razem z rodziną, w tym samym rytmie, którego nauczyła nas mama.
Jak uprawiamy
- Bez oprysków chemicznych — chwasty wychodzą ręcznie i mechanicznie.
- Zbiór sierpem i sekatorem, snopek po snopku, zawsze w suchy dzień.
- Suszenie w przewiewnej stodole, w cieniu — na słońcu kwiat traci kolor i olejek.
- Destylacja małymi partiami, z tego samego zbioru co susz.
- Ule stoją tuż przy polu, więc miód jest naprawdę lawendowy.
Rok na polu
Co się u nas dzieje przez cały rok
Cięcie i sadzenie
Przycinamy krzaki, uzupełniamy wypady i sprzedajemy sadzonki. Pole jest jeszcze srebrno-zielone.
Kwitnienie
Pole otwarte dla gości, sesje zdjęciowe, warsztaty i Święto Lawendy. Najintensywniejsze tygodnie w roku.
Zbiór i destylacja
Ścinamy, suszymy, destylujemy. Wtedy powstaje olejek i hydrolat na cały nadchodzący rok.
Warsztat i zamówienia
Pole odpoczywa, my wiążemy bukiety, szyjemy saszetki i realizujemy zamówienia wysyłkowe.